Bordowa
kanapa jeszcze nigdy nie była tak wygodna jak dziś. Skórzany materiał delikatnie
chłodził jej odkryte nogi wychodzące spod szkolnego mundurka, które wyciągnęła
przed siebie. Głowę oparła o ramię przyjaciela, który delikatnie bawił się jej
włosami, zawiązując sobie kosmyki wokół palców, a od czasu doprawiał sobie nimi
wąsy, śmiejąc się głośno i żartując. Kątem oka zauważyła, jak bardzo jego
podrabiany brązowy wąs kłóci się z rudą czupryną i zarostem na twarzy.
- Wyglądam teraz jak Lupin? – zarechotał pod nosem, robiąc poważną minę.
Harry spojrzał na niego z rozbawieniem. Od dłuższego czasu przyglądał się parze jego najlepszych przyjaciół, którzy rozkoszowali się ostatnimi chwilami wolności przed rozpoczęciem pierwszego dnia szkolnego.
Po zakończeniu uczty powitalnej uczniowie przenieśli się do swoich dormitoriów, aby móc odpocząć po męczącej podróży pociągiem i sycącej kolacji. Po rozpakowaniu kufrów, przygotowaniu się do pierwszych zajęć, większość z nich wybrała przesiadywanie w pokoju wspólnym. W pomieszczeniu było niezwykle gwarno – słychać było podniecone głosy osób, które w wyjątkowo ciekawy sposób spędzili wakacje i chcieli się jak najszybciej pochwalić kolegom. Ze wszystkich stron odbijały się rozmowy, śmiechy i krzyki. Atmosfera była bardzo przyjemna, a Wieża Gryffindoru tętniła życiem jeszcze do późnych godzin wieczornych.
- Musiałbyś mieć większe zakola, Ron – odpowiedział Potter, ziewając przeciągle. – Hermiono, chyba pora spać, co? – spytał, wstając z fotela przy kominku. Dziewczyna z bólem serca pokiwała głową, powoli podnosząc się z wygodnego mebla. Ściągnęła z nadgarstka gumkę do włosów, zawiązując burzę włosów w luźnego koka i nasuwając balerinki na stopy. Wyciągnęła rękę w stronę Rona, aby pomóc mu wstać z kanapy, co przyjął z ochotą i uśmiechem. Ruszyli w stronę schodów prowadzących do ich dormitoriów – chłopcy w swoją stronę, dziewczyna natomiast w przeciwną.
- Dobranoc, widzimy się rano na śniadaniu. Nie zaśpijcie! – rzuciła szatynka na odchodnym, zamykając za sobą drzwi.
- Wyglądam teraz jak Lupin? – zarechotał pod nosem, robiąc poważną minę.
Harry spojrzał na niego z rozbawieniem. Od dłuższego czasu przyglądał się parze jego najlepszych przyjaciół, którzy rozkoszowali się ostatnimi chwilami wolności przed rozpoczęciem pierwszego dnia szkolnego.
Po zakończeniu uczty powitalnej uczniowie przenieśli się do swoich dormitoriów, aby móc odpocząć po męczącej podróży pociągiem i sycącej kolacji. Po rozpakowaniu kufrów, przygotowaniu się do pierwszych zajęć, większość z nich wybrała przesiadywanie w pokoju wspólnym. W pomieszczeniu było niezwykle gwarno – słychać było podniecone głosy osób, które w wyjątkowo ciekawy sposób spędzili wakacje i chcieli się jak najszybciej pochwalić kolegom. Ze wszystkich stron odbijały się rozmowy, śmiechy i krzyki. Atmosfera była bardzo przyjemna, a Wieża Gryffindoru tętniła życiem jeszcze do późnych godzin wieczornych.
- Musiałbyś mieć większe zakola, Ron – odpowiedział Potter, ziewając przeciągle. – Hermiono, chyba pora spać, co? – spytał, wstając z fotela przy kominku. Dziewczyna z bólem serca pokiwała głową, powoli podnosząc się z wygodnego mebla. Ściągnęła z nadgarstka gumkę do włosów, zawiązując burzę włosów w luźnego koka i nasuwając balerinki na stopy. Wyciągnęła rękę w stronę Rona, aby pomóc mu wstać z kanapy, co przyjął z ochotą i uśmiechem. Ruszyli w stronę schodów prowadzących do ich dormitoriów – chłopcy w swoją stronę, dziewczyna natomiast w przeciwną.
- Dobranoc, widzimy się rano na śniadaniu. Nie zaśpijcie! – rzuciła szatynka na odchodnym, zamykając za sobą drzwi.
Wielka
Sala reprezentowała się jak zwykle zjawiskowo. Mimo że po wczorajszej wielkiej
uczcie nie było już śladu, zniknęły piękne dekoracje pod sklepieniem, dania nie
były zaserwowane w tak wyszukanych zastawach, to wciąż zapierała dech w
piersiach. Uczniowie pierwszego roku rozglądali się po pomieszczeniu, próbując
uchwycić jak najwięcej szczegółów, szepcząc po sobie i wskazując palcem w
miejsca, które uważały za warte uwagi. Zaczarowane sklepienie ukazywało
bezchmurne błękitne niebo, przez co uczniowie pragnęli tylko, aby zajęcia już
się skończyły, by jak najszybciej wyjść na błonia i korzystać z ostatnich dni
lata.
Harry Potter, Hermiona Granger oraz Ron Weasley żwawym krokiem przekroczyli próg Wielkiej Sali, kierując się w stronę jednego z czterech stołów należącego do Gryffindoru. Neville pomachał im, wskazując miejsce koło siebie, by się dosiedli.
- Cześć, Neville. Przygotowany na dzisiejsze zajęcia? – spytała Granger, zajmując miejsce naprzeciw chłopaka. Rudzielec zdążył nałożyć na talerz w tym czasie cztery tosty i sięgnął po udka z kurczaka.
- Daj mu spokój, Hermiono. Jest przerwszy dzień, co niby miał już przygotować.
- Szósty rok to nie przelewki, Ronaldzie! – Oburzyła się dziewczyna. – Należy być zawsze przygotowanym. W wakacje przejrzałam podręczniki i naprawdę czeka nas trudny semestr. Za rok owutemy, a chciałabym zaznaczyć, że wy… – rozejrzała się po chłopcach z niesmakiem – macie olbrzymie zaległości z poprzednich lat.
- Wyluzuj już… - Odrzekł, urywając temat. Jedzenie w stresie nie było dla niego niczym dobrym, tym bardziej, że doskonale zdawał sobie sprawę ze swoich braków w wiedzy. Oczywiście nie chciał przyznać dziewczynie racji, wiedząc, że wiązało się to z popołudniami w bibliotece nad stertą grubych, zakurzonych książek.
Do końca uczty rozmawiali ze sobą, dowcipkowali o nauczycielach (szczególnie o znienawidzonym przez uczniów nauczycielu eliksirów – Severusie Snape), a także o tym, jaki okaże się nowy nauczyciel Czarnej Magii przedstawiony na wczorajszej uczcie przez dyrektora Albusa Dumbledora, Alexander Hardy.
- Pewnie Snape jest wkurzony, że znowu nie udało mu się objąć posadki nauczyciela Czarnej Magii.
- Bardzo dobrze mu tak. Ten nowy wydaje się być w porządku, jest młody, to będzie luźno.
- No nie wiem, Harry… - Hermiona spojrzała w stronę grona nauczycielskiego, na którym jedno z krzeseł zajmował Alexander Hardy. Powoli jadł jajecznicę, co jakiś czas podnosząc głowę i obserwując w skupieniu uczniów przy stołach. Blond włosy opadały mu na czoło, które co jakiś czas poprawiał, zaczesując palcami w prawą stronę. Miał bladą podłużną twarz, mocno zarysowaną żuchwę i wydatne kości policzkowe. Ubrany w elegancką czarną koszulę opiętą w tego samego koloru krawat, prezentował się wręcz nienagannie.
- Ale za to jest przystojny! – zaśmiała się Ginny, która dosiadła się do stolika obok Harry’ego i uśmiechała znacząco do Hermiony i ruszała znacząco brwiami. Szatynka spojrzała na nią z politowaniem, nie rozumiejąc, jak można uważać, że nauczyciel może być przystojny. Najważniejsze, aby był inteligentny oraz dobrze uczył, cała reszta jest bez znaczenia.
- Chodźcie, idziemy. Pierwsze mamy Zielarstwo.
Harry Potter, Hermiona Granger oraz Ron Weasley żwawym krokiem przekroczyli próg Wielkiej Sali, kierując się w stronę jednego z czterech stołów należącego do Gryffindoru. Neville pomachał im, wskazując miejsce koło siebie, by się dosiedli.
- Cześć, Neville. Przygotowany na dzisiejsze zajęcia? – spytała Granger, zajmując miejsce naprzeciw chłopaka. Rudzielec zdążył nałożyć na talerz w tym czasie cztery tosty i sięgnął po udka z kurczaka.
- Daj mu spokój, Hermiono. Jest przerwszy dzień, co niby miał już przygotować.
- Szósty rok to nie przelewki, Ronaldzie! – Oburzyła się dziewczyna. – Należy być zawsze przygotowanym. W wakacje przejrzałam podręczniki i naprawdę czeka nas trudny semestr. Za rok owutemy, a chciałabym zaznaczyć, że wy… – rozejrzała się po chłopcach z niesmakiem – macie olbrzymie zaległości z poprzednich lat.
- Wyluzuj już… - Odrzekł, urywając temat. Jedzenie w stresie nie było dla niego niczym dobrym, tym bardziej, że doskonale zdawał sobie sprawę ze swoich braków w wiedzy. Oczywiście nie chciał przyznać dziewczynie racji, wiedząc, że wiązało się to z popołudniami w bibliotece nad stertą grubych, zakurzonych książek.
Do końca uczty rozmawiali ze sobą, dowcipkowali o nauczycielach (szczególnie o znienawidzonym przez uczniów nauczycielu eliksirów – Severusie Snape), a także o tym, jaki okaże się nowy nauczyciel Czarnej Magii przedstawiony na wczorajszej uczcie przez dyrektora Albusa Dumbledora, Alexander Hardy.
- Pewnie Snape jest wkurzony, że znowu nie udało mu się objąć posadki nauczyciela Czarnej Magii.
- Bardzo dobrze mu tak. Ten nowy wydaje się być w porządku, jest młody, to będzie luźno.
- No nie wiem, Harry… - Hermiona spojrzała w stronę grona nauczycielskiego, na którym jedno z krzeseł zajmował Alexander Hardy. Powoli jadł jajecznicę, co jakiś czas podnosząc głowę i obserwując w skupieniu uczniów przy stołach. Blond włosy opadały mu na czoło, które co jakiś czas poprawiał, zaczesując palcami w prawą stronę. Miał bladą podłużną twarz, mocno zarysowaną żuchwę i wydatne kości policzkowe. Ubrany w elegancką czarną koszulę opiętą w tego samego koloru krawat, prezentował się wręcz nienagannie.
- Ale za to jest przystojny! – zaśmiała się Ginny, która dosiadła się do stolika obok Harry’ego i uśmiechała znacząco do Hermiony i ruszała znacząco brwiami. Szatynka spojrzała na nią z politowaniem, nie rozumiejąc, jak można uważać, że nauczyciel może być przystojny. Najważniejsze, aby był inteligentny oraz dobrze uczył, cała reszta jest bez znaczenia.
- Chodźcie, idziemy. Pierwsze mamy Zielarstwo.
Po
zakończonych zajęciach ruszyła prosto do biblioteki. Zadowolona z siebie i
faktu, że przygotowała się już podczas wakacji do zajęć, zarobiła kilka
pierwszych punktów dla swojego domu, wiedząc, co się stanie, kiedy za dużo
dodasz nawozu do Kłaposkrzeczków. Zostawiła chłopców, którzy wykręcili się z
nauki i odrabiania prac domowych, tłumacząc się spotkaniem organizacyjnym
drużyny Quidditcha, której kapitanem był Potter.
Idąc przed siebie, usłyszała podniesiony głos z pobliskiej alejki, w stronę której się kierowała. Zatrzymała się, próbując się wsłuchać w kłótnię.
- Malfoy, do cholery!
- Co Malfoy? Po co przyjąłeś tą posadę, Hardy? – serce zaczęło jej szybciej bić, kiedy zrozumiała czyją rozmowę podsłuchuje. Skąd Malfoy zna nowego nauczyciela?
- Doskonale wiesz, że zawsze chciałem być nauczycielem w Hogwarcie, co w tym złego? – odparł oschle Alexander. Wychyliła się delikatnie, aby móc ujrzeć mężczyzn. Stali bokiem do niej, dzięki czemu mogła się przyjrzeć ich postawom. Malfoy miał założone ręce, drugi natomiast przyglądał się rękawowi swojej koszuli, jakby doszukiwał się na niej jakiegoś paprocha, czym irytował Ślizgona. Na parę sekund nastała cisza. Usłyszała za swoimi plecami kroki i nie mogąc pozwolić, żeby ktoś jej nie nakrył na podsłuchiwaniu rozmowy wyszła z ukrycia i jakby nic się nie stało wyszła naprzeciw blondynom, kurczowo trzymając książkę przy piersi.
- Dzień dobry, profesorze – przywitała się, lekceważąc Malfoya.
- Granger, nie masz gdzie łazić? - syknął Ślizgon, wzdrygnąwszy się jej niespodziewaną obecnością. Nie sprawiał jednak wrażenia, żeby obecność nauczyciela hamowała go przed zbędnymi komentarzami.
- Tak się składa, że ten korytarz prowadzi do biblioteki.
- Witam, panno… Granger – powtórzył po blondynie, po czym uśmiechnął się do niej delikatnie i zwrócił ponownie do niego. Jego ton był zupełnie inny, niż chwilę wcześniej, kiedy myśleli, że są sami. – Panie Malfoy, zwraca się pan do kobiety, więcej szacunku.
- Nie nazwałbym szlamy kobietą, profesorze – wypalił jadowicie, wprost wypluwając ostatnie słowo. Odwrócił się na pięcie i ruszył w przeciwnym kierunku, ignorując mężczyznę i czerwoną od złości Hermionę.
Idąc przed siebie, usłyszała podniesiony głos z pobliskiej alejki, w stronę której się kierowała. Zatrzymała się, próbując się wsłuchać w kłótnię.
- Malfoy, do cholery!
- Co Malfoy? Po co przyjąłeś tą posadę, Hardy? – serce zaczęło jej szybciej bić, kiedy zrozumiała czyją rozmowę podsłuchuje. Skąd Malfoy zna nowego nauczyciela?
- Doskonale wiesz, że zawsze chciałem być nauczycielem w Hogwarcie, co w tym złego? – odparł oschle Alexander. Wychyliła się delikatnie, aby móc ujrzeć mężczyzn. Stali bokiem do niej, dzięki czemu mogła się przyjrzeć ich postawom. Malfoy miał założone ręce, drugi natomiast przyglądał się rękawowi swojej koszuli, jakby doszukiwał się na niej jakiegoś paprocha, czym irytował Ślizgona. Na parę sekund nastała cisza. Usłyszała za swoimi plecami kroki i nie mogąc pozwolić, żeby ktoś jej nie nakrył na podsłuchiwaniu rozmowy wyszła z ukrycia i jakby nic się nie stało wyszła naprzeciw blondynom, kurczowo trzymając książkę przy piersi.
- Dzień dobry, profesorze – przywitała się, lekceważąc Malfoya.
- Granger, nie masz gdzie łazić? - syknął Ślizgon, wzdrygnąwszy się jej niespodziewaną obecnością. Nie sprawiał jednak wrażenia, żeby obecność nauczyciela hamowała go przed zbędnymi komentarzami.
- Tak się składa, że ten korytarz prowadzi do biblioteki.
- Witam, panno… Granger – powtórzył po blondynie, po czym uśmiechnął się do niej delikatnie i zwrócił ponownie do niego. Jego ton był zupełnie inny, niż chwilę wcześniej, kiedy myśleli, że są sami. – Panie Malfoy, zwraca się pan do kobiety, więcej szacunku.
- Nie nazwałbym szlamy kobietą, profesorze – wypalił jadowicie, wprost wypluwając ostatnie słowo. Odwrócił się na pięcie i ruszył w przeciwnym kierunku, ignorując mężczyznę i czerwoną od złości Hermionę.
Następnego
dnia po śniadaniu rozpoczęli zajęcia od Obrony Przed Czarną Magią. Gryfoni wraz
ze Ślizgonami szóstego roku zebrali się pod klasą. Hermiona stała z
przyjaciółmi, ignorując docinki ze strony Domu Węża w ich kierunku. Malfoy na
czele ze swoimi osiłkami, Crabbem, Goylem, a także Blaisem Zabinim i Pansy
Parkinson, śmiali się właśnie z Neville’a, któremu wysypały się z rąk pergaminy
i książki, dochodząc do sali.
- Neville, niedojdo, nawet nie potrafisz utrzymać książek – grupa Ślizgonów parsknęła śmiechem. Neville speszył się i próbował zebrać podręczniki, które po raz kolejny mu się wysunęły z ręki.
- Zamknij się, fretko – odgryzł się Weasley. Hermiona podeszła do nieporadnego chłopaka i pomogła mu zebrać książki, który trząsł się z nerwów jak galaretka.
- Coś powiedział, Wieprzlej? – w przeciągu sekundy różdżka Malfoya była już wycelowana w rudzielca, który nie spodziewając się takiej reakcji, zastygł w bezruchu.
- Odszczekaj to, biedaku. W tej chwili – różdżka Malfoya stykała się już w szyją Rona. Zebrani pod salą uczniowie przyglądali się w skupieniu poczynaniom chłopaków, bojąc się wykonać jakikolwiek ruch. Harry próbował opanować sytuację. Wiedział, że Malfoy jest nieprzewidywalny i jakikolwiek ruch, chociażby sięgnięcie po różdżkę, mógłby go wytrącić z równowagi i zezłościć. Drzwi z klasy profesora Hardy po cichu się otworzyły i stanął w nich we własnej osobie. Nikt nie zwrócił na to uwagi, pochłonięty rozwojem akcji zaistniałej między wrogami.
W tym samym czasie Hermiona, która stała na uboczu z Nevillem, sięgnęła niepostrzeżenie po różdżkę.
- Experliarmus! – różdżka Malfoya poleciała wprost do ręki Hermiony. Towarzystwo zastygło. Malfoy odwrócił się w jej stronę z miną, jakby miał zamiar w jednej chwili się na nią rzucić. Hardy przyglądał się sytuacji z niemałym zainteresowaniem. Mimo iż jest nauczycielem oraz powinien zainterweniować, był ciekawy, jak rozstrzygnie się mała „walka”. Już wczoraj zauważył, jak wrogo para jest do siebie nastawiona, jak z oczu sypią się iskry, kiedy się widzą. "W razie konieczności zareaguję", przyrzekł w duchu.
- Oddawaj różdżkę, Granger – ruszył w jej kierunku. Był naprawdę zły, wprost wściekły. Harry oraz Ron, korzystając z jego nieuwagi złapali go za ramiona, powstrzymując od zrobienia przyjaciółce krzywdy. W ich stronę ruszyli Malfoya osiłki, by uratować z opresji. Hardy, nie pozwalając już na rozwój wydarzeń, wtrącił się:
- Przepraszam państwa, nie przeszkadzam? Co tu się dzieje?!
Harry z Ronem natychmiast puścili Malfoya. Crabbe i Goyle spojrzeli na profesora z minami niewiniątek. Hermiona skuliła się w sobie, nadal trzymając w dłoni różdżkę Malfoy’a. Czuła się zażenowana, zostając przyłapana przez nowego nauczyciela, przez co naraziła się na dzień dobry na szlaban oraz z pewnością naruszyła swoją nienaganną opinię. Jednak jako pierwsza odważyła się odezwać.
- Profesorze, oni się śmiali z Neville’a – rozpoczęła cicho drżącym głosem i wskazała dłonią na przerażonego kolegę, który kiwał głową w ramach potwierdzenia jej słów.
- Slytherin traci 15 punktów – odrzekł Hardy. Gryfoni spojrzeli na Malfoy’a z wyższością, który wyglądał jakby miał zaraz eksplodować. – Gryffindor również. Panno Granger, proszę natychmiast oddać panu Malfoy’owi różdżkę. A teraz do środka.
Uczniowie zaczęli wchodzić do Sali, mrucząc pod nosem i w myślach przeklinając niesprawiedliwego nauczyciela Opieki Przed Czarną Magią.
- Zadowolona, szlamo? – szepnął Hermionie do ucha Malfoy, wchodząc zaraz za nią do klasy. Rzuciła mu pogardliwe spojrzenie i usiadła do ławki w drugim rzędzie z Potterem i Weasley’em.
- Neville, niedojdo, nawet nie potrafisz utrzymać książek – grupa Ślizgonów parsknęła śmiechem. Neville speszył się i próbował zebrać podręczniki, które po raz kolejny mu się wysunęły z ręki.
- Zamknij się, fretko – odgryzł się Weasley. Hermiona podeszła do nieporadnego chłopaka i pomogła mu zebrać książki, który trząsł się z nerwów jak galaretka.
- Coś powiedział, Wieprzlej? – w przeciągu sekundy różdżka Malfoya była już wycelowana w rudzielca, który nie spodziewając się takiej reakcji, zastygł w bezruchu.
- Odszczekaj to, biedaku. W tej chwili – różdżka Malfoya stykała się już w szyją Rona. Zebrani pod salą uczniowie przyglądali się w skupieniu poczynaniom chłopaków, bojąc się wykonać jakikolwiek ruch. Harry próbował opanować sytuację. Wiedział, że Malfoy jest nieprzewidywalny i jakikolwiek ruch, chociażby sięgnięcie po różdżkę, mógłby go wytrącić z równowagi i zezłościć. Drzwi z klasy profesora Hardy po cichu się otworzyły i stanął w nich we własnej osobie. Nikt nie zwrócił na to uwagi, pochłonięty rozwojem akcji zaistniałej między wrogami.
W tym samym czasie Hermiona, która stała na uboczu z Nevillem, sięgnęła niepostrzeżenie po różdżkę.
- Experliarmus! – różdżka Malfoya poleciała wprost do ręki Hermiony. Towarzystwo zastygło. Malfoy odwrócił się w jej stronę z miną, jakby miał zamiar w jednej chwili się na nią rzucić. Hardy przyglądał się sytuacji z niemałym zainteresowaniem. Mimo iż jest nauczycielem oraz powinien zainterweniować, był ciekawy, jak rozstrzygnie się mała „walka”. Już wczoraj zauważył, jak wrogo para jest do siebie nastawiona, jak z oczu sypią się iskry, kiedy się widzą. "W razie konieczności zareaguję", przyrzekł w duchu.
- Oddawaj różdżkę, Granger – ruszył w jej kierunku. Był naprawdę zły, wprost wściekły. Harry oraz Ron, korzystając z jego nieuwagi złapali go za ramiona, powstrzymując od zrobienia przyjaciółce krzywdy. W ich stronę ruszyli Malfoya osiłki, by uratować z opresji. Hardy, nie pozwalając już na rozwój wydarzeń, wtrącił się:
- Przepraszam państwa, nie przeszkadzam? Co tu się dzieje?!
Harry z Ronem natychmiast puścili Malfoya. Crabbe i Goyle spojrzeli na profesora z minami niewiniątek. Hermiona skuliła się w sobie, nadal trzymając w dłoni różdżkę Malfoy’a. Czuła się zażenowana, zostając przyłapana przez nowego nauczyciela, przez co naraziła się na dzień dobry na szlaban oraz z pewnością naruszyła swoją nienaganną opinię. Jednak jako pierwsza odważyła się odezwać.
- Profesorze, oni się śmiali z Neville’a – rozpoczęła cicho drżącym głosem i wskazała dłonią na przerażonego kolegę, który kiwał głową w ramach potwierdzenia jej słów.
- Slytherin traci 15 punktów – odrzekł Hardy. Gryfoni spojrzeli na Malfoy’a z wyższością, który wyglądał jakby miał zaraz eksplodować. – Gryffindor również. Panno Granger, proszę natychmiast oddać panu Malfoy’owi różdżkę. A teraz do środka.
Uczniowie zaczęli wchodzić do Sali, mrucząc pod nosem i w myślach przeklinając niesprawiedliwego nauczyciela Opieki Przed Czarną Magią.
- Zadowolona, szlamo? – szepnął Hermionie do ucha Malfoy, wchodząc zaraz za nią do klasy. Rzuciła mu pogardliwe spojrzenie i usiadła do ławki w drugim rzędzie z Potterem i Weasley’em.
Zajęcia
z nowym profesorem minęły dość szybko i – o dziwo – bardzo miło. Alexander
Hardy okazał się być dobrym profesorem, a na swoich zajęciach omawiali zaklęcie
Levicorpus, które większość osób bardzo szybko pojęła, dzięki czemu uczniowie
lewitowali w pomieszczeniu do góry nogami, dobrze się przy tym bawiąc.
Dodatkowo pochwalił Hermionę za rozbrojenie Malfoy’a przed zajęciami i przyznał
się, iż obserwował to zajście, aczkolwiek z oczywistych przyczyn musiał odjąć
punkty obojgu domom. Uczennice do końca dnia nie mówiły o nikim innym, jak o
cudownym, słodkim i przystojnym nauczycielu.
- A te jego oczy… - wzdychała Lavender Brown, przygotowując się na następny dzień.
- I uśmiech! Hermiono, jak on się uśmiechał do ciebie do końca zajęć.
- Parvati, a gdybyśmy to my Malfoy’a rozbroiły – rozmarzyła się Lav.
- Zejdźcie na ziemię, dziewczyny. To nasz nauczyciel! – oburzyła się Granger.
- Może i nauczycielem, ale też przystojnym, młodym mężczyzną, na którego połowa dziewczyn na chrapkę. A Malfoy się nie może z tym pogodzić – roześmiała się Patil.
- A te jego oczy… - wzdychała Lavender Brown, przygotowując się na następny dzień.
- I uśmiech! Hermiono, jak on się uśmiechał do ciebie do końca zajęć.
- Parvati, a gdybyśmy to my Malfoy’a rozbroiły – rozmarzyła się Lav.
- Zejdźcie na ziemię, dziewczyny. To nasz nauczyciel! – oburzyła się Granger.
- Może i nauczycielem, ale też przystojnym, młodym mężczyzną, na którego połowa dziewczyn na chrapkę. A Malfoy się nie może z tym pogodzić – roześmiała się Patil.
Leżała
w łóżku, myśląc o słowach Parvati. Czyżby rzeczywiście Malfoy miał z tym
problem, że Hardy pracuje w Hogwarcie, bo zabiera mu fanki? Totalny absurd. Co
jak co, ale tutaj jest głębsza sprawa. Do końca dnia nie spotkała chłopaka-
unikała go jak ognia, bojąc się, do jakiej sytuacji może dojść, jeśli spotka go
na korytarzu, ponieważ na pewno nie puści płazem jej ośmieszenia na oczach
wszystkich. Potter z Ronem, co prawda, byli pod wrażeniem tego, co zrobiła i
wspominali zdezorientowaną minę blondyna, kiedy różdżka wyleciała mu z ręki,
śmiejąc się przy tym do rozpuku.
- Ron, nie chce nic wspominać o twojej minie, jak ci Malfoy różdżkę przystawił do gardła – odpowiedziała wtedy dziewczyna, chcąc uciąć temat.
Rok szkolny zaczął się w wielkim stylu. Zła, że między innymi przez nią Gryffindor stracił punkty, próbowała zasnąć. Przez oczami miała szare oczy blondyna, w których ujrzała pogardę, obrzydzenie i wściekłość do swojej osoby. Nigdy w życiu nie czuła się tak źle pod wpływem czyjegoś spojrzenia.
______________
Witam serdecznie,
chciałabym Was, moi drodzy czytelnicy, przenieść w moją wyobraźnię Dramione. Nie jest to mój pierwszy blog - rozpoczęłam swoją historię, kiedy miałam 13 lat, w 2007 roku, która była kompletną klapą. Nie została dokończona, choć zarzekałam się, że ją skończę - mam nadzieję, że teraz - kiedy jestem starsza - dotrwam do końca.
Potrzebuję jak najwięcej wsparcia oraz słów krytyki, które pozwolą mi się poprawiać i rozwijać. Zdaję sobie również sprawę, że niezwykle trudno jest być oryginalnym w opowiadaniach Dramione, być może i początek jest dość oklepany, aczkolwiek mam nadzieję, że jeszcze Was zaskoczę.
Pozdrawiam serdecznie,
Predit.
- Ron, nie chce nic wspominać o twojej minie, jak ci Malfoy różdżkę przystawił do gardła – odpowiedziała wtedy dziewczyna, chcąc uciąć temat.
Rok szkolny zaczął się w wielkim stylu. Zła, że między innymi przez nią Gryffindor stracił punkty, próbowała zasnąć. Przez oczami miała szare oczy blondyna, w których ujrzała pogardę, obrzydzenie i wściekłość do swojej osoby. Nigdy w życiu nie czuła się tak źle pod wpływem czyjegoś spojrzenia.
______________
Witam serdecznie,
chciałabym Was, moi drodzy czytelnicy, przenieść w moją wyobraźnię Dramione. Nie jest to mój pierwszy blog - rozpoczęłam swoją historię, kiedy miałam 13 lat, w 2007 roku, która była kompletną klapą. Nie została dokończona, choć zarzekałam się, że ją skończę - mam nadzieję, że teraz - kiedy jestem starsza - dotrwam do końca.
Potrzebuję jak najwięcej wsparcia oraz słów krytyki, które pozwolą mi się poprawiać i rozwijać. Zdaję sobie również sprawę, że niezwykle trudno jest być oryginalnym w opowiadaniach Dramione, być może i początek jest dość oklepany, aczkolwiek mam nadzieję, że jeszcze Was zaskoczę.
Pozdrawiam serdecznie,
Predit.